WAKACJE :D

Taka stara i tak się cieszy ;) Odetchnęłam z ulgą bo: koniec z codziennym odrabianiem lekcji ludzika siedmioletniego (no w zasadzie od kwietnia już ośmio). Koniec ze sprawdzaniem obliczeń, z zaganianiem bo coś jeszcze, bo angielski, bo przeczytać trzeba to a nie to na co ma się ochotę. Koniec z brutalnymi pobudkami o świcie i przymuszaniem bo się spóźnimy, koniec na dwa miesiące koniec. I już nie będzie wyścigu szkolnego w znajomości: księżniczek, czarodziejek, piosenkarek i innych postaci i nie będzie wrzasku pt: dlaczego nie mogę ubrać tego co chcę (jeśli o mnie chodzi w wakacje to może i ze stroju kąpielowego nie wychodzić).

A w pracy za chwilę urlop, a po urlopie magiczna cisza na korytarzach, dzieci, które nie przychodzą bo rodzice mają sklerozę, opinie, które leżą bo nikomu się nie śpieszy, czas nieograniczony i jeżeli zechce mi się robić badanie 3 godziny to moja sprawa, gabinet wolny, współzajmującej brak (ona jest zwolenniczką letniego urlopowania się, ja jesiennego - świetnie się uzupełniamy).

A w domu cisza... bo Ona pojechała w świat (i właściwie nie będzie jej jakieś 3/4 wakacji)... jeszcze się kręcę, jeszcze coś robię, podnoszę, przenoszę itp... Ale już wiem, że zaraz, za chwileczkę będzie kawa, książka, film i wolność. Jak tu nie lubić wakacji? :D

Pociągiem przez świat

Pociąg to mój ulubiony środek lokomocji. Uwielbiam chwile kiedy siedzę już sobie spokojnie w przedziale, wyglądam przez okno na zmieniające się krajobrazy, czytam, słucham muzyki, oglądam film. Te kilka godzin świętego spokoju w rytmie stukających kół sprawia, że znów mogę wysiąść na dworcu i góry przenosić w codziennym życiu. W poniedziałek krótki wypad do Krakowa uskrzydlił mnie na cały tydzień, humor poprawił. Zbliża się sezon wyjazdów, przedemną urlop i podróż pociągiem przez całą Polskę. I mimo wszystkich wad polskich kolei to za nic nie zamieniłabym tego na autobus czy samochód (samolotem nie latałam, nie mam zdania).
Jutro egzaminy, pojutrze masa papierków do napisania i tak jeszcze przez 2 tygodnie, a potem... :D potem to już inna bajka będzie ;)
A spotkanie z Autorem udało się znakomicie, na krakowskim rynku w klimacie starej księgarni kilkanaście osób i On. Kameralnie i miło a w powietrzu unosiła się aura czytelnictwa tak rzadko widziana ostatnio.

Sezon czerwcowy

Zaczęło się... na wszystko czasu brak, dzień powszedni to koszmar: praca, dom, praca w domu, wieczorem pomoc rodzicom... Padam na twarz ze zmęczenia, nie czytam, nie oglądam filmów, mam jakieś 200 rssów do przejrzenia, ledwo nadążam z własną pracą... a wszystko przez gwiazdę sezonu: truskawkę. Jeszcze kilka takich tygodni i zrzucę zupełnie te kilogramy co w zimie przybyły, prawie nic nie jem, właściwie i jak codziennie przerzucę z tysiąc koszyczków to mam dość zupełnie. Liczę przy okazji, opinie piszę na kolanie w wolnej chwili pomiędzy jednym dzieckiem a drugim. A klasyfikacja jest, płaczący rodzice pod drzwiami. W tym tygodniu dodatkową "atrakcją" będą egzaminy na podyplomówce (oczywiście materiał nieruszony). Jutro wycieczka do Krakowa mnie czeka... tak sobie pomyślałam czytając wiadomości z Esensji może uda się wstąpić do księgarni złapać w przelocie podpis Silverberga, zakupić jego najnowszą książkę, zamienić kilka słów... zobaczymy, może się uda ;) Cel na czerwiec: wytrzymać do 26 czerwca (urlop), nie dać się temu wszystkiemu ;) Będzie dobrze.

Przyjaciele - Marta Madera


Mimo iż to czytadło, to czytało się bardzo długo, aż za długo. Może to wina egzaminów, a może nagłego przymusu oglądania serialu House ;) kto to może wiedzieć? W każdym razie skończyłam. Jak na porządne czytadło przystało, opowieść jest o kobietach i ich zakręconym życiu. Zakręcone, ale nie oderwane od polskich realiów. Madera pisze lekkim językiem o sprawach codziennych, poważnieje przy nieszczęściach rodzinnych i kpi z przygód i przywar bohaterów. Czytało się miło, w kategorii czytadło książka zasługuje na piątkę, ale w kategorii książka, dostaje u mnie na biblionetce mocną czwórkę. Przyjemna lektura na nudne wieczory.

Nakręcono plastikowy film dla plastikowych ludzi

Odwiedziłam wczoraj kino i okropnie się rozczarowałam... Wybrałam się pełna nadziei, że zobaczę dobry film, ze ktoś się postarał i komuś się chciało. I srodze się rozczarowałam... Skończyła się legenda Star Treka jakiego znam, zaczęła się era plastikowego chłamu dla mas. Patrzyłam i nie wierzyłam... Oczywiście wszystko się świeciło i aż iskrzyło od efektów, ale to było puste. Postacie bez emocji, ludzie nie przeżywający niczego, jak można nie pokazać szoku po zniszczeniu całej planety? I masa nieścisłości. Przykłady? Jak to się stało że Wulkan z całym swoim rozwojem technologicznym i cywilizacyjnym, wyprzedzający o lata świetlne Ziemię nie próbuje zniszczyć wiertła, które można po prostu zestrzelić fazerem? Dla tych, którzy nie wiedzą: Wulkanie przylecieli do nas na "Pierwszy kontakt" już wtedy mieli taką technologię,która spokojnie by nas wyprzedziła. Kolejna rzecz, jakim cudem ten Spock, którego znamy całuje się z kimś publicznie? Dlaczego kosmici są zieloni i bezkształtni? Dlaczego wracamy do stereotypów? Gdzie się podziały dylematy moralne i przeżycia bohaterów? Dlaczego Kirk jest takim głupkiem? Ten film to upadek legendy i chała... Jeśli macie w pamięci wcześniejszy Star Trek oszczędźcie sobie rozczarowań, nie warto.

Tym razem inaczej

Zmiany są dobre, już dawno była pora żeby coś się ruszyło :) Więc zaczynam tego bloga dziś, sama już nie wiem, którego w mojej karierze netowej ;) Spróbujemy zobaczymy dlaczego ostatnio tak wiele znajomych ucieka w tą stronę ;) A blog będzie o mnie i tyle wystarczy na pierwszy post ;)
 

© Inna ach...
Revolution Elements by Blozard. Original WP theme by Jason Schuller | Distributed by Deluxe Templates