Nie wiem jak u was, ale u mnie od tygodnia conajmniej trwa jesień. Jesień dla mnie oznacza wieczory spędzone w papierach, coraz dłuższe i coraz zimniejsze. Jesień to kawa, herbata i kocyk i książka wreszcie. Jesień to pogoń za materiałami papierniczo-szkolnymi i stres szkolny... To czas, kiedy wszystko wraca na swoje miejsce i wracamy do rytuałów. W tym roku nawet waga wróciła na swoje miejsce ;) Prawie czuje jak z każdym spadającym liściem zwalnia mój świat... Bo wakacje są fajne, bo wszystko jest inaczej i pozornie dużo czasu jest, ale np. przejrzałam dziś listę książek jakie przeczytałam w tym roku i okazało się, że najwięcej czytam zimą (w styczniu nawet 8 książek się udało), a w wakacje skromniutko po jednej i sama nie wiem gdzie uciekł ten czas i co się z nim stało ;) Jeszcze się tylko muszę odkopać z wrześniowych papierków i będzie dobrze :)
niedziela, sierpnia 30, 2009
3
wtorek, lipca 28, 2009
6
Ach będzie inna...
Inna bo chudsza :D od tygodnia na diecie Dukana jestem i nie mogę uwierzyć w to co się dzieje... lecę z wagą w dół (wagę wreszcie zakupiłam) i uczę się nowych nawyków żywieniowych. Piję kawę z mlekiem, herbat różne rodzaje i wszystko gorzkie, nie słodzę, eliminuję węglowodany i tłuszcze, zjadam białko głównie (mięso drobiowe i wołowe, ryby, nabiał, jajka) i chudnę... Jem nowe rzeczy, rośnie moja kreatywność kulinarna i jest po prostu cudnie. Świat się piękniejszy troszkę zrobił, a schudnąć chcę do swoich 55 kilogramów, które pamiętam jeszcze ze studiów :) a dziennik z odchudzania jest TU.
A tak poza dietowo to u mnie luzy, mała bywa i nie bywa w domu, więc bywa albo nie bywa zajmująco. Pracuję (doświadczam uroków lipca przed koszmarem sierpnia i mękami września, ale to normalka ;), oglądam seriale, czytam. Ubolewam, że basen mam zamknięty do września, bywam w kinie, ostatnio na Transformersach i nowym HP - jeśli macie wziąć na coś dzieci to z dwojga złego wybierzcie ten pierwszy, nowy HP jest krótko mówiąc nie dla dzieci... to uczucie na końcu, że umarła nadzieja nie jest dobre dla kilkulatków.I tak mija dzień za dniem, dzień za dniem i już połowa wakacji za nami, a markety straszą mnie wydatkami wrześniowymi brr... Do poczytania ;)
poniedziałek, lipca 06, 2009
0
Kronika urlopowa
Z ulgą zamykałam drzwi 25 czerwca, przepracowana, przemęczona, dopinając wciąż coś na ostatni guzik przed urlopem. Jeden z koszmarów urlopowych to taki, kiedy dzwoni telefon z pracy... Ale o urlopie miało być. Piątek upłynął sobie pod znakiem pociągów, dość duszno więc nie bardzo miło było, ale wieczorne spotkanie z kochaną osobą dodało sił. Humor popsuł się kiedy zobaczyłam pokój hotelowy w Łodzi... Paskudny wystrój, pokój śmierdzący papierosami, rozlatujący się sprzęt, internet tylko na korytarzu i najgorsze: pleśniejąca łazienka :-/ Na stronach internetowych nieco inaczej to wyglądało (tak więc odradzam wszystkim hotel Boss). Niestety musiałam tam zostać, z racji Ligi Światowej, hotele ze znośnymi cenami miały wszystko pozajmowane. Sobotę i niedzielę spędziłam poza hotelem, na siatkówce (to temat na osobną notkę, która zapewne nigdy nie powstanie ;), biegając po sklepach, spotykając się ze znajomymi i wydając niesamowite ilości pieniążków (mam wybitne zdolności w tym zakresie). Naładowana pozytywnymi emocjami i mając w kieszeni nową dawkę wspomnień wyruszyłam w poniedziałek na Kaszuby. Duchota panująca tego dnia wykończyła mnie całkowicie. Ale zawsze jak tu dojeżdżam to dochodzę do wniosku że warto, zieleń, lasy i jeziora. Na Kaszubach siedzę już tydzień, robiąc wypady do mniejszych miejscowości i miasteczek. Wczoraj odwiedziłam zatłoczoną, umęczoną tłumem festiwalowym Gdynię, żeby zerknąć na paradę żaglowców i spędziłam kilka godzin na plaży, gdzie słońce spiekło mnie niemiłosiernie, bo pogoda była żaglowa (słońce i wiatr) człowiek nawet nie czuł, że się opala. Za wczorajszą bezmyślność pokutuję dziś i zastanawiam się jak tu się ludziom pokazać w takim stanie. Oprócz wycieczek mniejszych i większych leżę i odpoczywam, oglądam filmy i czytam książki. Planowany powrót do domu środa, gdzie zostanie mi cztery dni na aklimatyzację do codziennego życia. Ale pomyślę o tym podczas dwunastogodzinnej drogi do domu, dziś jeszcze się urlopuję i lenię ;)
piątek, czerwca 19, 2009
1
WAKACJE :D
Taka stara i tak się cieszy ;) Odetchnęłam z ulgą bo: koniec z codziennym odrabianiem lekcji ludzika siedmioletniego (no w zasadzie od kwietnia już ośmio). Koniec ze sprawdzaniem obliczeń, z zaganianiem bo coś jeszcze, bo angielski, bo przeczytać trzeba to a nie to na co ma się ochotę. Koniec z brutalnymi pobudkami o świcie i przymuszaniem bo się spóźnimy, koniec na dwa miesiące koniec. I już nie będzie wyścigu szkolnego w znajomości: księżniczek, czarodziejek, piosenkarek i innych postaci i nie będzie wrzasku pt: dlaczego nie mogę ubrać tego co chcę (jeśli o mnie chodzi w wakacje to może i ze stroju kąpielowego nie wychodzić).
A w pracy za chwilę urlop, a po urlopie magiczna cisza na korytarzach, dzieci, które nie przychodzą bo rodzice mają sklerozę, opinie, które leżą bo nikomu się nie śpieszy, czas nieograniczony i jeżeli zechce mi się robić badanie 3 godziny to moja sprawa, gabinet wolny, współzajmującej brak (ona jest zwolenniczką letniego urlopowania się, ja jesiennego - świetnie się uzupełniamy).
A w domu cisza... bo Ona pojechała w świat (i właściwie nie będzie jej jakieś 3/4 wakacji)... jeszcze się kręcę, jeszcze coś robię, podnoszę, przenoszę itp... Ale już wiem, że zaraz, za chwileczkę będzie kawa, książka, film i wolność. Jak tu nie lubić wakacji? :D
piątek, czerwca 12, 2009
1
Pociągiem przez świat
Pociąg to mój ulubiony środek lokomocji. Uwielbiam chwile kiedy siedzę już sobie spokojnie w przedziale, wyglądam przez okno na zmieniające się krajobrazy, czytam, słucham muzyki, oglądam film. Te kilka godzin świętego spokoju w rytmie stukających kół sprawia, że znów mogę wysiąść na dworcu i góry przenosić w codziennym życiu. W poniedziałek krótki wypad do Krakowa uskrzydlił mnie na cały tydzień, humor poprawił. Zbliża się sezon wyjazdów, przedemną urlop i podróż pociągiem przez całą Polskę. I mimo wszystkich wad polskich kolei to za nic nie zamieniłabym tego na autobus czy samochód (samolotem nie latałam, nie mam zdania).
Jutro egzaminy, pojutrze masa papierków do napisania i tak jeszcze przez 2 tygodnie, a potem... :D potem to już inna bajka będzie ;)A spotkanie z Autorem udało się znakomicie, na krakowskim rynku w klimacie starej księgarni kilkanaście osób i On. Kameralnie i miło a w powietrzu unosiła się aura czytelnictwa tak rzadko widziana ostatnio.
niedziela, czerwca 07, 2009
0
Sezon czerwcowy
Zaczęło się... na wszystko czasu brak, dzień powszedni to koszmar: praca, dom, praca w domu, wieczorem pomoc rodzicom... Padam na twarz ze zmęczenia, nie czytam, nie oglądam filmów, mam jakieś 200 rssów do przejrzenia, ledwo nadążam z własną pracą... a wszystko przez gwiazdę sezonu: truskawkę. Jeszcze kilka takich tygodni i zrzucę zupełnie te kilogramy co w zimie przybyły, prawie nic nie jem, właściwie i jak codziennie przerzucę z tysiąc koszyczków to mam dość zupełnie. Liczę przy okazji, opinie piszę na kolanie w wolnej chwili pomiędzy jednym dzieckiem a drugim. A klasyfikacja jest, płaczący rodzice pod drzwiami. W tym tygodniu dodatkową "atrakcją" będą egzaminy na podyplomówce (oczywiście materiał nieruszony). Jutro wycieczka do Krakowa mnie czeka... tak sobie pomyślałam czytając wiadomości z Esensji może uda się wstąpić do księgarni złapać w przelocie podpis Silverberga, zakupić jego najnowszą książkę, zamienić kilka słów... zobaczymy, może się uda ;) Cel na czerwiec: wytrzymać do 26 czerwca (urlop), nie dać się temu wszystkiemu ;) Będzie dobrze.
sobota, maja 16, 2009
5
Przyjaciele - Marta Madera
Mimo iż to czytadło, to czytało się bardzo długo, aż za długo. Może to wina egzaminów, a może nagłego przymusu oglądania serialu House ;) kto to może wiedzieć? W każdym razie skończyłam. Jak na porządne czytadło przystało, opowieść jest o kobietach i ich zakręconym życiu. Zakręcone, ale nie oderwane od polskich realiów. Madera pisze lekkim językiem o sprawach codziennych, poważnieje przy nieszczęściach rodzinnych i kpi z przygód i przywar bohaterów. Czytało się miło, w kategorii czytadło książka zasługuje na piątkę, ale w kategorii książka, dostaje u mnie na biblionetce mocną czwórkę. Przyjemna lektura na nudne wieczory.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
