Jesiennie

Nie wiem jak u was, ale u mnie od tygodnia conajmniej trwa jesień. Jesień dla mnie oznacza wieczory spędzone w papierach, coraz dłuższe i coraz zimniejsze. Jesień to kawa, herbata i kocyk i książka wreszcie. Jesień to pogoń za materiałami papierniczo-szkolnymi i stres szkolny... To czas, kiedy wszystko wraca na swoje miejsce i wracamy do rytuałów. W tym roku nawet waga wróciła na swoje miejsce ;) Prawie czuje jak z każdym spadającym liściem zwalnia mój świat... Bo wakacje są fajne, bo wszystko jest inaczej i pozornie dużo czasu jest, ale np. przejrzałam dziś listę książek jakie przeczytałam w tym roku i okazało się, że najwięcej czytam zimą (w styczniu nawet 8 książek się udało), a w wakacje skromniutko po jednej i sama nie wiem gdzie uciekł ten czas i co się z nim stało ;) Jeszcze się tylko muszę odkopać z wrześniowych papierków i będzie dobrze :)

Ach będzie inna...

Inna bo chudsza :D od tygodnia na diecie Dukana jestem i nie mogę uwierzyć w to co się dzieje... lecę z wagą w dół (wagę wreszcie zakupiłam) i uczę się nowych nawyków żywieniowych. Piję kawę z mlekiem, herbat różne rodzaje i wszystko gorzkie, nie słodzę, eliminuję węglowodany i tłuszcze, zjadam białko głównie (mięso drobiowe i wołowe, ryby, nabiał, jajka) i chudnę... Jem nowe rzeczy, rośnie moja kreatywność kulinarna i jest po prostu cudnie. Świat się piękniejszy troszkę zrobił, a schudnąć chcę do swoich 55 kilogramów, które pamiętam jeszcze ze studiów :) a dziennik z odchudzania jest TU.
A tak poza dietowo to u mnie luzy, mała bywa i nie bywa w domu, więc bywa albo nie bywa zajmująco. Pracuję (doświadczam uroków lipca przed koszmarem sierpnia i mękami września, ale to normalka ;), oglądam seriale, czytam. Ubolewam, że basen mam zamknięty do września, bywam w kinie, ostatnio na Transformersach i nowym HP - jeśli macie wziąć na coś dzieci to z dwojga złego wybierzcie ten pierwszy, nowy HP jest krótko mówiąc nie dla dzieci... to uczucie na końcu, że umarła nadzieja nie jest dobre dla kilkulatków.
I tak mija dzień za dniem, dzień za dniem i już połowa wakacji za nami, a markety straszą mnie wydatkami wrześniowymi brr... Do poczytania ;)

Kronika urlopowa

Z ulgą zamykałam drzwi 25 czerwca, przepracowana, przemęczona, dopinając wciąż coś na ostatni guzik przed urlopem. Jeden z koszmarów urlopowych to taki, kiedy dzwoni telefon z pracy... Ale o urlopie miało być. Piątek upłynął sobie pod znakiem pociągów, dość duszno więc nie bardzo miło było, ale wieczorne spotkanie z kochaną osobą dodało sił. Humor popsuł się kiedy zobaczyłam pokój hotelowy w Łodzi... Paskudny wystrój, pokój śmierdzący papierosami, rozlatujący się sprzęt, internet tylko na korytarzu i najgorsze: pleśniejąca łazienka :-/ Na stronach internetowych nieco inaczej to wyglądało (tak więc odradzam wszystkim hotel Boss). Niestety musiałam tam zostać, z racji Ligi Światowej, hotele ze znośnymi cenami miały wszystko pozajmowane. Sobotę i niedzielę spędziłam poza hotelem, na siatkówce (to temat na osobną notkę, która zapewne nigdy nie powstanie ;), biegając po sklepach, spotykając się ze znajomymi i wydając niesamowite ilości pieniążków (mam wybitne zdolności w tym zakresie). Naładowana pozytywnymi emocjami i mając w kieszeni nową dawkę wspomnień wyruszyłam w poniedziałek na Kaszuby. Duchota panująca tego dnia wykończyła mnie całkowicie. Ale zawsze jak tu dojeżdżam to dochodzę do wniosku że warto, zieleń, lasy i jeziora. Na Kaszubach siedzę już tydzień, robiąc wypady do mniejszych miejscowości i miasteczek. Wczoraj odwiedziłam zatłoczoną, umęczoną tłumem festiwalowym Gdynię, żeby zerknąć na paradę żaglowców i spędziłam kilka godzin na plaży, gdzie słońce spiekło mnie niemiłosiernie, bo pogoda była żaglowa (słońce i wiatr) człowiek nawet nie czuł, że się opala. Za wczorajszą bezmyślność pokutuję dziś i zastanawiam się jak tu się ludziom pokazać w takim stanie. Oprócz wycieczek mniejszych i większych leżę i odpoczywam, oglądam filmy i czytam książki. Planowany powrót do domu środa, gdzie zostanie mi cztery dni na aklimatyzację do codziennego życia. Ale pomyślę o tym podczas dwunastogodzinnej drogi do domu, dziś jeszcze się urlopuję i lenię ;)

WAKACJE :D

Taka stara i tak się cieszy ;) Odetchnęłam z ulgą bo: koniec z codziennym odrabianiem lekcji ludzika siedmioletniego (no w zasadzie od kwietnia już ośmio). Koniec ze sprawdzaniem obliczeń, z zaganianiem bo coś jeszcze, bo angielski, bo przeczytać trzeba to a nie to na co ma się ochotę. Koniec z brutalnymi pobudkami o świcie i przymuszaniem bo się spóźnimy, koniec na dwa miesiące koniec. I już nie będzie wyścigu szkolnego w znajomości: księżniczek, czarodziejek, piosenkarek i innych postaci i nie będzie wrzasku pt: dlaczego nie mogę ubrać tego co chcę (jeśli o mnie chodzi w wakacje to może i ze stroju kąpielowego nie wychodzić).

A w pracy za chwilę urlop, a po urlopie magiczna cisza na korytarzach, dzieci, które nie przychodzą bo rodzice mają sklerozę, opinie, które leżą bo nikomu się nie śpieszy, czas nieograniczony i jeżeli zechce mi się robić badanie 3 godziny to moja sprawa, gabinet wolny, współzajmującej brak (ona jest zwolenniczką letniego urlopowania się, ja jesiennego - świetnie się uzupełniamy).

A w domu cisza... bo Ona pojechała w świat (i właściwie nie będzie jej jakieś 3/4 wakacji)... jeszcze się kręcę, jeszcze coś robię, podnoszę, przenoszę itp... Ale już wiem, że zaraz, za chwileczkę będzie kawa, książka, film i wolność. Jak tu nie lubić wakacji? :D

Pociągiem przez świat

Pociąg to mój ulubiony środek lokomocji. Uwielbiam chwile kiedy siedzę już sobie spokojnie w przedziale, wyglądam przez okno na zmieniające się krajobrazy, czytam, słucham muzyki, oglądam film. Te kilka godzin świętego spokoju w rytmie stukających kół sprawia, że znów mogę wysiąść na dworcu i góry przenosić w codziennym życiu. W poniedziałek krótki wypad do Krakowa uskrzydlił mnie na cały tydzień, humor poprawił. Zbliża się sezon wyjazdów, przedemną urlop i podróż pociągiem przez całą Polskę. I mimo wszystkich wad polskich kolei to za nic nie zamieniłabym tego na autobus czy samochód (samolotem nie latałam, nie mam zdania).
Jutro egzaminy, pojutrze masa papierków do napisania i tak jeszcze przez 2 tygodnie, a potem... :D potem to już inna bajka będzie ;)
A spotkanie z Autorem udało się znakomicie, na krakowskim rynku w klimacie starej księgarni kilkanaście osób i On. Kameralnie i miło a w powietrzu unosiła się aura czytelnictwa tak rzadko widziana ostatnio.

Sezon czerwcowy

Zaczęło się... na wszystko czasu brak, dzień powszedni to koszmar: praca, dom, praca w domu, wieczorem pomoc rodzicom... Padam na twarz ze zmęczenia, nie czytam, nie oglądam filmów, mam jakieś 200 rssów do przejrzenia, ledwo nadążam z własną pracą... a wszystko przez gwiazdę sezonu: truskawkę. Jeszcze kilka takich tygodni i zrzucę zupełnie te kilogramy co w zimie przybyły, prawie nic nie jem, właściwie i jak codziennie przerzucę z tysiąc koszyczków to mam dość zupełnie. Liczę przy okazji, opinie piszę na kolanie w wolnej chwili pomiędzy jednym dzieckiem a drugim. A klasyfikacja jest, płaczący rodzice pod drzwiami. W tym tygodniu dodatkową "atrakcją" będą egzaminy na podyplomówce (oczywiście materiał nieruszony). Jutro wycieczka do Krakowa mnie czeka... tak sobie pomyślałam czytając wiadomości z Esensji może uda się wstąpić do księgarni złapać w przelocie podpis Silverberga, zakupić jego najnowszą książkę, zamienić kilka słów... zobaczymy, może się uda ;) Cel na czerwiec: wytrzymać do 26 czerwca (urlop), nie dać się temu wszystkiemu ;) Będzie dobrze.

Przyjaciele - Marta Madera


Mimo iż to czytadło, to czytało się bardzo długo, aż za długo. Może to wina egzaminów, a może nagłego przymusu oglądania serialu House ;) kto to może wiedzieć? W każdym razie skończyłam. Jak na porządne czytadło przystało, opowieść jest o kobietach i ich zakręconym życiu. Zakręcone, ale nie oderwane od polskich realiów. Madera pisze lekkim językiem o sprawach codziennych, poważnieje przy nieszczęściach rodzinnych i kpi z przygód i przywar bohaterów. Czytało się miło, w kategorii czytadło książka zasługuje na piątkę, ale w kategorii książka, dostaje u mnie na biblionetce mocną czwórkę. Przyjemna lektura na nudne wieczory.
 

© Inna ach...
Revolution Elements by Blozard. Original WP theme by Jason Schuller | Distributed by Deluxe Templates